Opisywać fabułę drugiej księgi „Rezydenta Wieży” to jak odtwarzać startą, rozsypującą się płytę – każdy zna jej treść i melodię, ale nie każdy lubi analizować rzeczy przetrawione milion razy. Dlatego, przyjmijmy na potrzeby recenzji, że Klavres to mag i ma przygody, jak na maga przystało. Ok? Siedzi w swojej wieży, czasem wychodzi, czasem nawet wyrusza na wyprawy. Ok? Ok. Czarodziej opowiada zdarzenia i dzieje, jakie dane mu było przeżyć, ale tutaj też nie o to się rozchodzi. Moc, albo by nie popadać w patos – siła stworzonej przez Tuchorskiego opowieści kryje się pomiędzy barwnymi postaciami, kolorowym światem i swobodną narracją, jakby od niechcenia. Tu chodzi o tekst, literki i znaczenia, układane przez autora celem wytworzenia ostatecznie lektury przyjemnej, luźnej i powabnej jak wiejska dziewka, która – choć prosta w obyciu i czasami naiwna, ostatecznie okazuje się najładniejszą pannicą w województwie.
Tuchorski tym razem nie zaskakuje, a utrzymuje w przekonaniu, że umie pisać prosto, ale – broń Boże – nie prostacko. Pisanina tego pisarza to może nie jest najwyższych lotów literatura, ale… no właśnie. Czy mamy prawo negatywnego oceniania powieści, dlatego że tylko się nam spodobała? Dlatego, że zwyczajnie, po ludzku ta prosta i smaczna strawa, nad wyraz podpasowała nam tudzież podeszła? Po zadowalającej, ba – po nadzwyczaj przyjemnej lekturze, czytelnik zaczyna zastanawiać się i modzić teorie. Czy to aby nie wtórny idiotyzm czytelnika dopadł? Lenistwo? Wygoda? Wszak, jak można podniecać się tak prostą i przewidywalną książeczką? Toż „Rezydent Wieży” to brukowiec literatury, tani papier toaletowy firmy „Tesco”, stojący na półce ramię w ramię z Velvetem i Reginą! Jednego tylko nie zauważamy, tak zaślepieni stereotypem, niebezpiecznie lawirując na granicy „co ludzie powiedzą” i „ale to nie wypada!”: brukowce potrafią zapewnić całkiem niezłą rozrywkę, a papier „Tesco” wcale nie jest taki szorstki. Ba, niższym kosztem zapewnia nieraz tyle samo satysfakcji, co droższe, bardziej miękkie marki. Odważmy się pociągnąć dalej tę zacną metaforę: nie tak miękki i puszysty jak droższe odpowiedniki, okazuje się jednocześnie praktyczniejszy. Z jakiego powodu? Zgadnijcie. I taki jest właśnie „Rezydent Wieży”. Satysfakcjonujący. Przyjemny. Praktyczny. Nie rwie się w nieodpowiednich momentach. Po prostu.
Korekta: Maja Borawska
























































