Zacznijmy od tego, że „Wyzwoliciele” są pierwszą książką Suworowa. Mimo debiutu po ucieczce z ZSRR, znajdziemy tu pełen emocji i osobistych wynurzeń styl autora, tak właściwy dla jego późniejszych dzieł. Choć nierzadko przedstawiane wątki zdają się dziać w odległej perspektywie, łatwo domyślić się tudzież wyczuć, że większość zdarzeń miała miejsce na oczach pisarza. Wspomnienia, refleksje i zarzuty wobec armii radzieckiej są w „Wyzwolicielach” wiarygodne i kolorowe, jednak nie przesadnie przekoloryzowane. Pamiętając cykl przygód Nastii Strzeleckiej Suworowa, obawiałem się znaleźć w pierwszej książce autora jeszcze więcej fikcyjnych udziwnień i eksperymentów – vide ostro zarysowany, nieziemski Stalin – jednak mile się zaskoczyłem. Pisarz rzetelnie i z lekką dozą ironicznego dystansu opisuje drobne (i mniej drobne) zdarzenia, związane z armią i jednostkami wojskowymi, w których dane mu było służyć.
Szczegóły dotyczące niektórych operacji (chociażby zaprowadzenie porządku w Czechosłowacji) budzą w czytelniku smutek, niesmak, a nawet odrazę do radzieckich sił zbrojnych. Niewyszkolone, okrutne wojsko, stanowiące jedynie mięso armatnie, wcale nie świadczyło o potędze Związku Radzieckiego, która głównie „opierała się” na szeroko zakrojonej propagandzie. Wręcz przeciwnie, „Wyzwoliciele” to świadectwo przeciwieństwa mitologizowanej, okrutnej i zdyscyplinowanej armii ZSRR, a szczególnie przeciwieństwa Specnazu.
W myśl zasady obalania mitów i odbrązawiania tego i owego, Wiktor Suworow na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń przedstawia zapiski dotyczące armii radzieckiej. Bez wątpienia „Wyzwoliciele” to powieść warta uwagi, a każdy, kto sięgnął kiedykolwiek po powieść tego autora, nie powinien niczego się obawiać – stary, brutalny i oryginalny styl pisarski charakterystyczny dla Suworowa wypełnia również i tę książkę. Polecam.
Korekta: Aleksandra Żurek
Książkę można kupić m.in. TUTAJ
























































