O znaczeniu ostatnich słów może się również przekonać czytelnik najnowszej powieści Reginalda Hilla, wydanej przez Wydawnictwo Nowa Proza. To właśnie ostatnie słowa są powodem kłopotów podinspektora Andy'ego Dalziela. Ale od początku. W listopadową noc zginęło tragicznie trzech starszych mężczyzn. Do zbadania sprawy zostaje wezwany komisarz Peter Pascoe, który nie jest zadowolony z tego powodu. gdyż miał na tę noc całkiem inne plany. Z pewnością przyjemniejsze od działań policyjnych. Zagłębiając się w sprawę, dowiaduje się, czemu to właśnie on został przydzielony do rozwikłania zagadki tej śmierci, a nie pełniący dyżur George Headingley lub Dalziel, na którego terenie zdarzyło się morderstwo. Wszystkiemu winne są ostatnie słowa ofiary wypadku samochodowego, które jasno wskazują kierowcę. Brzmią one tak: „Kierowca, francowaty tłuścioch, nawalony”. Samochodem jechał nie kto inny, jak Andy Dalziel, człowiek przy kości, wraz z Arnoldem Charlesworthem – przez jednych szanowanym obywatelem, przez innych osobą, z którą lepiej się nie zadawać. Zwłaszcza jeśli jest się policjantem.
Tak mniej więcej wygląda początek powieści „Ostatnie słowa” Hilla, która jest czwartą książką o duecie detektywów wydaną w naszym pięknym kraju. Mimo że jest to już czwarta część, ja wciąż nie mogę się nacieszyć lekkością pióra Hilla. Możecie to nazwać próbą przypodobania się wydawnictwu czy też reklamą, za którą, powiedzą złośliwi, dostałem pieniądze. Ale ja naprawdę lubię czytać książki z Dalzielem i Pascoe. Hill potrafi z dużą dozą humoru, który lubię, przedstawić kryminalną zagadkę, nie dając czytelnikowi możliwości odkrycia jej rozwiązania przed bohaterami powieści.
W „Ostatnich słowach” bohaterzy nie muszą się jedynie zmierzyć z problemami śledztwa, ale i z problemami życiowymi. Zwłaszcza Pascoe, którego żona Ellie wraz z córeczką Rose wyjeżdża do rodziców – oboje z Peterem martwią się o ojca Ellie, który ostatnio się dziwnie zachowuje, robiąc niektóre rzeczy kilka razy i zupełnie nie pamiętając o tym, co już zrobił. Dzięki temu czytelnik jest w stanie poznać swoich ulubionych detektywów o wiele lepiej i to nie tylko od strony formalnej.
Ponoć Hill jest nazywany najlepszym współczesnym angielskojęzycznym pisarzem kryminałów. Wydaje mi się, że nie ma zbyt wielkiej przesady w tym określeniu. Może nie jest najlepszy, ale na pewno jest w ścisłej czołówce, pisząc kryminały w lekkim stylu, z dozą humoru, trafiące w wiele gustów. Nie tylko osób zakochanych w kryminałach jak ja. Do tej pory opierałem się przed obejrzeniem serialu nakręconego przez BBC na podstawie powieści Hilla, jednak dzisiaj chętnie przyjrzę się telewizyjnej wersji Dalziela i Pascoe, konfrontując ją z moim ich wyobrażeniem.
Korekta: Aleksandra Żurek
























































