niedziela, 20 listopada 2011 20:37

Lewis Carroll, „Alicja w Krainie Czarów” (opowiedziała Bogumiła Kaniewska)

Czy książkę, która magią przepojona jest od pierwszej do ostatniej strony (plus okładki) można uczynić jeszcze bardziej wciągającą i magiczną? Owszem, proszę państwa, ale do tego trzeba połączonych sił zdolnej tłumaczki i świetnego ilustratora. I chociaż widząc po raz setny ten sam tytuł w innej oprawie i pod szyldem kolejnego wydawnictwa komuś może przyjść do głowy określenie „odgrzewane kotlety”… No cóż, takiego śmiałka niezwłocznie wyzwałabym na pojedynek. A po swojej nieuniknionej przegranej musiałby przeczytać nowe wydanie „Alicji w Krainie Czarów”, zaadaptowanej dla małego czytelnika przez Bogumiłę Kaniewską.

Wszyscy chyba znamy historię Alicji, jeśli nie z lektury oryginalnej powieści, to dzięki Disneyowi, Burtonowi albo jednej z licznych adaptacji dla dzieci. Jest sobie mała dziewczynka, wpada do króliczej norki, trafia do Krainy Czarów. Co tu dużo mówić: tylokrotne opowiedzenie tej samej historii budzi przesyt. Dlatego tym razem do rąk czytelnika trafia coś zupełnie innego. Bajka niby ta sama, ale… o ile bogatsza.

W książce wydanej przez Wilgę pierwsze skrzypce stanowczo gra forma. I chociaż treść jest ważna, to ilustracje przyciągają wzrok. Powiedziałam „ilustracje”? Przepraszam! Powinnam była oczywiście użyć słowa „konstrukcje” lub nawet „miniaturowe maszynerie”. Chorwacki grafik i kostiumolog Zdenko Bašić wyniósł sztukę ilustrowania książek na wyżyny wyobraźni. Wielobarwne, zajmujące całą stronę obrazki stanowią wirtuozerskie połączenie szkiców, zdjęć i manipulacji komputerowej oraz… (werble) elementów ruchomych. Koniec z biernym gapieniem się na nieruchome rysunki. Od momentu otworzenia książki czytelnik współtworzy ilustracje!

Mamy więc najprostsze formy zaangażowania czytelnika, takie jak „książeczka w książeczce”, które pozwolą nam poznać świat Królowej Kier. Oprócz tego warto zapoznać się z radami i instrukcjami, zanotowanymi przez samą Alicję na skrawkach papieru. Niezwykle dużo radości przynoszą poukrywane w różnych miejscach okienka, po otwatrciu których można zajrzeć do biblioteczek i szafek ukrywających skarby. Największa jednak zabawa zaczyna się, kieddy do akcji przystępują czary. Po ugryzieniu magicznego ciastka bohaterka naprawdę rośnie, wystarczy pociągnąć za odpowiednią zakładkę. Dla wyjątkowych głuptasków, które nie wiedzą, kiedy przestać raczyć się czarodziejskimi przysmakami, zamieszczono przekonującą ilustrację-przekładankę, ostrzegającą przed przesadnym obżarstwem. Zaś Kot z Cheshire naprawdę znika! Pozostawiając po sobie, oczywiście, jedynie tajemniczy uśmiech. Jednak najlepsze czytelnik otrzymuje na deser: atakujące Alicję karty naprawdę wyskakują ze strony i układają się w szeroki wachlarz nad przestraszoną dziewczynką.

Jeśli chodzi o sam wygląd ilustracji, z radością muszę stwierdzić, że nie sięgają żadnej ze skrajności wyznaczonych przez słodką stylistykę Disneya i mroczne klimaty Burtona. Plasują się gdzieś po środku: nieco niepokojące dzięki porcelanowym twarzom bohaterów, a jednak urzekające łagodnymi kolorami. Moim zdaniem to idealne przedstawienie niebezpiecznej, a jednak fascynującej Krainy czarów.

Opowieść, którą wszyscy znają, naprawdę trudno przedstawić w interesujący sposób. Jednak wydawnictwu Wilga udało się to w stu procentach! Nowa „Alicja…” jest wciągającą lekturą nie tylko dla dzieci (które są przecież zamierzonymi odbiorcami), ale także dla starszych czytelników. Ja sama spędziłam wspaniałe chwile obserwując, jak główna bohaterka rośnie i zmniejsza się, a Kot z Cheshire przygląda się temu złośliwie. Jeśli zaś moje zachęty to za mało, by sięgnąć po tę fascynującą lekturę, koniecznie zerknijcie na link. Gorąco polecam! https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=3_CASCiZCGE

 

Korekta: Maja Borawska

Książki można kupić m. in. TUTAJ

Dodatkowe informacje

  • Data wydania:

Dodaj komentarz