Ostatnimi czasy postać Vlada Draculi przykryła cienka warstwa kurzu. Nawet moda na wampiryzm, jaka zapanowała po literackim sukcesie sagi Stephanie Meyer, zdawała się go omijać. Temat demonicznej natury średniowiecznego wodza został wyeksploatowany. Dlatego dość nieufnie, ale i z pewną dozą ciekawości przystąpiłam do lektury „Vlada Draculi”, która ukazuje się nakładem Agencji Wydawniczej Runa i Wydawnictwa Bellona. Powieść zaskoczyła mnie pozytywnie. Lekki język, wartka akcja, ciekawe scenerie i świetne opisy scen batalistycznych towarzyszą czytelnikowi od pierwszych stron. Polityczna intryga poprzetykana jest zabawnymi epizodami, w których swój udział często ma także sam kapitan Lechoczky, przeczący podręcznikowym obrazom ponurej egzystencji naszych przodków i gdy tylko ma po temu okazję, nie stroni od kart, napitku i niewiast.
Kreacja samego „Palownika” odbiega od stereotypów, choć zapewne bardziej obeznanych z historią czytelników nie powinna zaskoczyć. Autor sumiennie starał się oddać pełen obraz jego osoby – z jednej strony władcę, który zaprowadził krwawe rządy, by utrzymać władzę i pozorną jedność księstwa. Z drugiej zaś – człowieka niezwykle osamotnionego i ograniczonego przez własne cierpienie, którego przyczyn należy szukać już w dzieciństwie, kiedy to został oddany do tureckiej niewoli jako zakładnik przez własnego ojca. Domagalski dociera do korzeni mitu o Nosferatu, który przez wiele lat z sukcesem straszył z ekranów oraz stron książek i komiksów.
Jeżeli chodzi o samą redakcję „Vlada Draculi”, zaskoczyła mnie jedna rzecz. Pojawiły się w niej przypisy, które tłumaczą czytelnikom niektóre nazwy przedmiotów (jak elementy uzbrojenia czy machiny wojenne) i krain geograficznych lub rozwijają nieco szerzej fakty historyczne, o których tylko napomyka się w książce. Jest to w pewien sposób próba wyciągnięcia ręki do czytelnika mniej zaznajomionego z realiami historycznymi, któremu z pewnością łatwiej będzie przyswoić sobie zawarte w książce opisy bitew i potyczek. Mnie jednak nieco drażniły.
Dariusz Domagalski zmierzył się z nie lada wyzwaniem. Nie tylko połączył przygodową fabułę i fakty historyczne z biografią średniowiecznego wodza, ale nadał im atrakcyjną dla czytelników formę. Dowiódł tym samym, że chcąc stworzyć atrakcyjną powieść, z wartką akcją i wyrazistymi postaciami, wcale nie trzeba szukać daleko i wysyłać bohaterów na odległe planety lub mnożyć fantastyczne byty. Historia ludzkości, coraz lepiej poznana i skatalogowana, nie musi pozostawać w zamkniętych archiwach na kształt opasłych tomów. Opowiedziana we właściwy sposób może poruszać bardziej niż niejedna współczesna powieść. Autor wydobywa na światło dzienne wiele „smaczków” z niezwykłych realiów piętnastowiecznej Europy. Mnie szczególnie zaciekawiły Czarne Legiony, odziały mieszczące w swoich szeregach niezwykle różnorodną etnicznie mieszankę.
Reasumując, lektura „Vlada Draculi” sprawi przyjemność nie tylko miłośnikom średniowiecznej historii Europy. Pozwoli lepiej przyjrzeć się sie zagadkowej postaci najsłynniejszego Wołocha i epoce, w jakiej przyszło mu sprawować rządy. Z pewnością nie rozczaruje także miłośników twórczości samego Dariusza Domagalskiego, który lekkim piórem odkrywa zapomniane na osi czasu zdarzenia i miejsca.
Korekta: Katarzyna Tatomir
Książkę można kupić m. in. TUTAJ.


































































