środa, 24 sierpnia 2011 14:10

Szczepan Twardoch, „Tak jest dobrze”

Zawładnięty wojenną traumą mężczyzna podeszłego wieku, prześladowana przez swoją otyłość dziewczyna, oplątany strachem ojciec, beznadziejny, będący ofiarą swojej matki księgowy, architekt nieradzący sobie ze swoimi uczuciami czy też ogarnięty depresją polarnik, który maszeruje tundrą… Czy aby na pewno tak jest dobrze?

Książka, a w zasadzie zbiór opowiadań Szczepana Twardocha otwiera nową serię literacką Powegraphu, która ma na celu promowanie literatury niedającej się zaszufladkować, wyróżniającej się pięknym językiem, a zarazem niejednoznacznością – mowa o Kontrapunktach. I na pierwszy ogień poszedł wielokrotnie nagradzany twórca uznanego przez czytelników i krytyków „Wiecznego Grunwaldu”. Być może niektórzy pomyślą sobie, że pod tytułem „Tak jest dobrze” ukrywają się pogodne, proste historyjki z happy-endem, ale tak nie jest. W zamian za to dostajemy ciężkie, wieloznaczne opowiadania, które kończą się ponurą pointą. Wszystkie one zaś wrzynają się w czytelnika, nie pozwalając choć na chwilę odetchnąć.

Motywem przewodnim ogółu opowieści jest cielesność. Autor ukazuje ją jednak z wielu możliwych perspektyw, z różnych punktów widzenia. Tak też niekiedy stanowi ona pewną kopułę, jest obiektem drwin i cierpienia („Masara”), przedmiotem pożądania („Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka”), czymś niezwykle ważnym, ale także pozwalającym na przeżycie („Ona płynie w moich żyłach”), przepustką do lepszego świata, jak również utrapieniem i obsesją („Uderz mnie”), a jeszcze kiedy indziej torturą („Gerd”) albo ostatnią warstwą dzielącą człowieka od życia pośmiertnego („Tak jest dobrze”). I my, śledząc losy wszystkich tych styranych przez życie bohaterów, czujemy smutek, zadajemy sobie pytania o nasze człowieczeństwo. W wielu przypadkach w dużej mierze na gorzką niedolę bohaterów rzutuje ich nieudana przeszłość. Przykładowo w „Dwóch przemianach…” matka nieświadomie niszczy życie głównemu bohaterowi poprzez swoją czułość, niezwykłą opiekuńczość, przyczyniają się do tego i jego koledzy ze szkolnej ławki, czyniąc z niego kozła ofiarnego. Powoli kiełkuje w nim ból i strach, aż w końcu zaczyna nienawidzić ludzi, brzydzić się nimi. Kobiety zaś traktuje przedmiotowo, jednocześnie ich pożąda i myśli o nich jak o czymś nieczystym. Można rozpatrywać na podobnej płaszczyźnie historię doświadczonego przez wojnę mężczyzny i jego otyłego, niewierzącego w siebie, beznadziejnego syna w „Gerdzie”. Tytułowy śląski powstaniec wbrew woli innych wstąpił na ochotnika do Waffen-SS. Później zaś przeszłość ciągnie się za nim, poniewiera jego duszę. Tak samo dzieje się z jego synem, którego z głębi serca nienawidzi. I on także jest wypalany od środka. Podobnie układa się innym ofiarom losu w pozostałych utworach.

Najważniejsi w całym zbiorze opowiadań są bohaterowie. Szczepan Twardoch zbudował wiarygodne, niezwykle ludzkie, mocno zarysowane psychologicznie postacie. Każdą z nich szarpie pewien lęk, nikt nie jest zresztą bez winy. Protagoniści w opowiadaniach autora „Wiecznego Grunwaldu” są przepełnieni smutkiem, tak samo zresztą dzieje się z czytelnikiem, który śledzi ich historie z zapartym tchem. W tym świecie nie ma wesołości, a czasami także nie ma miejsca na prawdziwą miłość, którą w większości przypadków zastępuje pożądanie. Całość unosi się w oparach beznadziei i upadku człowieczeństwa. Autor brutalnie kreuje postacie, a później wplata je w wielowymiarową, inteligentną fabułę, która nie wywołuje uśmiechu na ustach czytelnika, ale dołuje go i zmusza do głębszego zastanowienia. Jednak tak jest właśnie dobrze.

Zagłębiając się w zbiór, mamy do czynienia z kilkoma niezwykłymi, wartymi uwagi historiami. Osobiście do gustu przypadło mi chyba najtrudniejsze, a zarazem najlepsze opowiadanie o śląskim esesmanie. Może ono odstraszyć od zanurzenia się w nie ze względu na trudny język, ale warto przetrwać do końca. Z równą uwagę śledziłem przepełnioną onirycznością opowieść „Ona płynie w moich żyłach”, czy też choćby bolesną w odbiorze „Masarę” albo genialne tytułowe opowiadanie pozostawione na deser. Szczepan Twardoch jest pisarzem brutalnie szczerym. I nie jest to bynajmniej wada książki, wręcz przeciwnie. Jeśli zaś chodzi o język, to także mamy do czynienia z niemałym orzechem do zgryzienia. Piękny, niekiedy trudny, przepełniony wulgaryzmami i pewną poetyką. Stylem przypomina dzieła Cormaca McCarthy’ego, do którego w jednym z opowiadań autor sam nawiązuje. W efekcie proza tego kalibru przewierca czytelnika na wylot, tak że podczas lektury zadaje sobie trudne pytania i poszukuje jeszcze trudniejszych odpowiedzi. A później samo wspomnienie o śląskiej scenerii cierpienia drąży procesy myślowe i przywołuje ból płynący z każdej strony książki.

„Tak jest dobrze” to zbiór opowiadań traktujących o potędze cielesności, bolączkach doznawanych przez ludzi, miłości i jej utracie, palącej samotności, pożądaniu drugiego człowieka, ale przede wszystkim są to opowiadania o ludziach. Tych słabych i tych silnych, obezwładnionych przez przeszłość, swoje ciało, ale także o tych, który już się poddali albo wciąż walczą o lepsze jutro. Pozycja absolutnie konieczna dla każdego miłośnika niebanalnych historii oraz dla tych, którzy lubią wysilić swoje szare komórki przy lekturze. Naprawdę gorąco polecam!

 

Korekta: Iga Pączek

Książkę można kupić m. in. TUTAJ.

Dodatkowe informacje

  • Autor: Szczepan Twardoch
  • Tytuł: Tak jest dobrze
  • Data wydania: 29 czerwca 2011
  • Wydawnictwo: Powergraph
  • Pozostałe dane: ISBN: 978-83-61187-20-2
    Wymiary: 140x215
    Stron: 234

Nelliusz Frącek


E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz