Jak już zostało powiedziane, głównym bohaterem „Łowców Mitów” jest młody mężczyzna – Oliver Bascombe, z zawodu prawnik, z zamiłowania aktor. Oto siedzi podczas zimowej zawieruchy w domu swojego ojca, Maxa, i czeka na jutrzejszy dzień. Wtedy to poślubi swoją ukochaną (mimo że nie jest do końca pewien, czy to jego własna decyzja, czy może jednak rodzica). Wtem śnieżyca otwiera okiennicę i, wraz z wiatrem, do pomieszczenia wpada człowiek... z lodu i śniegu. W dodatku ranny. Przedstawia się jako Mróz. Dziadek Mróz. Legendarna postać z rosyjskiego folkloru, jako rzecze Wikipedia. Mróz prosi zszokowanego Olivera o pomoc w przedostaniu się za Zasłonę. Takim sposobem nasz bohater zostaje przeniesiony do świata pełnego mitologicznych istot. Do świata za Zasłoną.
Miejsce, w którym się znalazł, zamieszkują nie tylko takie osobistości jak Królowa Śniegu czy chiński smok Gong Gong, ale także wszelkiej maści demony i potwory. Są oczywiście też ludzie – ci wszyscy, których zaginięcie w historii do tej pory jest wielką niewiadomą – na przykład Atlantydzi lub koloniści z opustoszałej wyspy Roanoke. Niewielką część mieszkańców stanowią Zagubieni – w ciągu wieków przypadkowo znaleźli się w pobliżu granicy i ją niechcący przekroczyli. Nie mogą wrócić do swojego świata. Oliver jednak należy do bardzo nielicznej, bo od razu likwidowanej, grupy Intruzów, którzy mogą podróżować między stronami Zasłony. Niestety są zagrożeniem dla Mitów, ponieważ mogą zdradzić ich naturę – dlatego są skutecznie uciszani. Jakby tego było mało, Oliver trafił do tego magicznego miejsca akurat w niezbyt przyjaznym czasie... Ktoś postanowił zlikwidować wszystkich Pograniczników (czyli te istoty, które mogą otwierać drzwi w Zasłonie, wędrować między światami oraz przeprowadzać przez Zasłonę ludzi). Mróz i Kitsune, z którymi młody Bascombe podróżuje, właśnie się do nich zaliczają. Przez to mężczyzna znajduje się w podwójnym niebezpieczeństwie. Musi ukrywać swoją tożsamość jako Intruz oraz uciekać przed demonicznymi Łowcami Mitów jako towarzysz Pograniczników.
Wydawać się może, że mając do czynienia z tyloma rozmaitymi postaciami i zdarzeniami oraz światem wykreowanym z taką fantazją, czytelnik nie powinien się nudzić. A jednak... Mimo że każdy element powieści jest skonstruowany co najmniej dobrze, dowodząc talentu i warsztatu pisarza, to jako całość utwór gubi gdzieś interesującą cząstkę, która sprawia, że lektura jest wciągająca. Możemy z uznaniem przyglądać się, jak Christopher Golden opisuje piękne pejzaże świata za Zasłoną, jak kreuje swoje postaci (a jest ich multum), z jaką skrupulatnością przedstawia głównych bohaterów i ich życiorysy bez zbędnego przynudzania, jak wiedzie ich przez kolejne przygody i etapy podróży. I oddzielnie wszystko to wygląda naprawdę dobrze, Goldenowi nie można odmówić sporych umiejętności, ale razem składa się to na dosyć przeciętną historię, do której czytania trzeba się niekiedy zmuszać.
Całkiem możliwe, że gdyby powieść skupiała się tylko na Oliverze, miałabym okropne trudności z jej ukończeniem. Na szczęście Golden dodał drugi wątek do „Łowców Mitów”. Co jakiś czas przenosimy się do świata rzeczywistego, w którym bohaterem skupiającym najwięcej uwagi jest Ted Halliwell – detektyw, którego Max Bascombe wynajął, by odnalazł jego syna, zanim zacznie się ślub. Tedowi oczywiście się to nie udaje, ponieważ Oliver przeżywa w tym czasie przygodę swojego życia za Zasłoną, jednak rola Teda się nie kończy. Następnego dnia służący we dworze Bascombe’a odnajduje swojego pana zamordowanego i z wyłupanymi oczami. W dodatku córka Maxa, Collette, znika – zupełnie jak poprzednio Oliver. Wątek Halliwella jest jak uchylone okno w dusznym pokoju – wprowadza lekki powiew świeżości i sprawia, że w pomieszczeniu jakoś da się wytrzymać. I chociaż czytelnik od początku wie, kto jest mordercą oraz gdzie znajduje się Oliver i co ma ze śmiercią ojca wspólnego, ta nutka powieści detektywistycznej jest bardzo pożądana. Na marginesie dodam, że dla mnie postać Teda Halliwella jest najciekawsza ze wszystkich – samo w sobie nie jest to złe, ale nie stawia całej książki w dobrym świetle, skoro bohater niby pierwszoplanowy (bo wielokrotnie narracja prowadzona jest z jego perspektywy), jednak mniej istotny, skupia więcej sympatii czytelnika niż bohaterowie najważniejsi.
Sama nie wiem, co z „Łowcami Mitów” zrobić – spisać na straty czy dać szansę? Z jednej strony raczej książkę zmęczyłam niż przeczytałam, ale z drugiej doceniam warsztat Goldena i nie mogę powiedzieć, że powieść jest niedobra. Po prostu czegoś jej brakuje – tej cząstki, która przykuwa uwagę czytelnika na wiele godzin, a bez której historia sprawdza się najlepiej wtedy, gdy trzeba poczekać, aż ciasto w piekarniku wyrośnie albo zagotuje się ryż na obiad.
Korekta: Iga Pączek
Książkę można kupić m. in. TUTAJ.





































