środa, 20 lipca 2011 13:23

Marcin Mortka, „ Karaibska krucjata cz. 2: La Tumba de los Piratas”

Niniejsza recenzja będzie, jak mniemam, dość nietypowa, bowiem recenzuję drugi tom „Karaibskiej krucjaty”, nie zapoznawszy się wcześniej z pierwszym. Na szczęście, przeczytanie części pierwszej nie okazało się niezbędne dla zrozumienia drugiej, tym bardziej, że autor umieścił na początku – i chwała mu za to! – krótkie streszczenie „Płonącego Union Jacka”, w bardzo sympatycznej zresztą formie. Postaram się jednakże wczuć w czytelników, który mają już za sobą lekturę pierwszego tomu, ufając, że już niebawem będę się mogła sama zaliczać w ich poczet.

Warto wspomnieć, że „La Tumba de los Piratas” została po raz pierwszy wydana w roku 2006 nakładem Agencji Wydawniczej Runa, a wznowienie, niezwykle zachęcające przepiękną okładką, zawdzięczamy Fabryce Słów. Na swym autorskim blogu „Wyziewy ze Smoczej Jamy”, Mortka zaraża wręcz swą radością z powodu reedycji i nie sposób nie przyznać mu racji, kiedy pisze, że powieść ta doczekała się naprawdę wspaniałego wydania. Stety albo niestety, wszyscy jesteśmy chyba świadomi faktu, że ładna oprawa graficzna to dla książki połowa sukcesu i dzięki temu powieści zapomniane, choć stosunkowo młode (w końcu „La Tumbę” opublikowano zaledwie pięć lat temu), mają szansę po takim odświeżeniu na powrót zabłysnąć, na co w pełni zasługują.

Jak zdążyłam się zorientować, pierwszy tom „Karaibskiej krucjaty” przechodzi płynnie w tom drugi, jakby stanowiły jedną całość. Niesamowicie sympatyczny, nie tylko ze względu na prześladujący go pech, kapitan O’Connor znów rusza w morze wraz z przyjaciółmi, Vincentem i Edwardem oraz wierną załogą, na pokładzie znanej już czytelnikom fregaty „Magdaleny”. Billy nie płynie jednak na wycieczkę, co to, to nie. Znów przyjdzie mu się zmierzyć … właściwie z każdym, kto pływa (choć nie tylko) po karaibskich wodach. Poleje się więc krew w starciu z Hiszpanami, ale bohaterowie zadrżą także na widok bandery francuskiej, a i od rodaków – Anglików, przyjdzie im sporo wycierpieć. William O’Connor nie potrafi bowiem schować głowy w piasek i pilnować swojego nosa, bo jak doskonale scharakteryzował go Edward, w jego duszy „mieszka krzyżowiec (…), prawdziwy święty wojownik”, „twardy człowiek i zuchwały żeglarz”, w gruncie rzeczy jednak ci, którzy go znają, dobrze wiedzą, że „prosty z niego chłopak i szlachetny do wyrzygania”, który marzy tylko o tym, by „walczyć w świętej wojnie jedynie dla honoru i dla sławy”. Nie wszystkim podoba się jednak walka wyłącznie dla chwały, wszak każdy głupi wie, że nie zapewni ona w portach trunków i przyjemności cielesnych, toteż Billy obiecuje swym kompanom łupy na przebrzydłych piratach, którym przewodzi de Lanvierre. Pokonanie złych korsarzy i zapobiegnięcie tym samym ich hegemonii w basenie Morza Karaibskiego, nie jest jednak takie proste, bo morskim rozbójnikom przychodzi z pomocą Czarny Szkwał, tajemnicza, niezwykle potężna i zła siła, która zmusza duchy zmarłych piratów do służby de Lanvierre’owi i jego kamratom. Oj, będzie się działo!

Kiedy sięgnęłam po niniejszą książkę, niemal od razu przyszli mi na myśl disnejowscy „Piraci z Karaibów”, co dla mnie osobiście stanowi porównanie bardzo pozytywne. Podobnie jak w filmach nie brak tutaj całej gamy fantastycznych, czy też po prostu zwariowanych elementów, począwszy od Czarnego Szkwału, duchów i golema, a na nabijaniu dział sztućcami kończąc. Nie znając poprzedniego tomu, nie byłam jednak do końca przygotowana na niektóre z tych rzeczy, zdarzało mi się więc myśleć: „O rany, a co to takiego? Olaboga, czego ten Mortka nie powymyślał!”. Szybko jednak dotarło do mnie, że „Karaibska krucjata” to dylogia czysto rozrywkowa, stworzona ku uciesze zarówno samego autora, jak i czytelników, nie należy jej przeto traktować poważnie, lecz z przymrużeniem oka. „La Tumba” podobnie jak jej poprzedniczka, to książka, która ma bawić i zadziwiać, a więc i ja zaczęłam się bawić. Najbardziej rozśmieszyło mnie chyba zakończenie, a dokładniej przezabawny początek epilogu, w którym… Pssst! Przekonajcie się lepiej sami!

Podsumowując, drugi tom „Karaibskiej krucjaty” to doskonała rozrywka na wakacje, książka jest bowiem przesympatyczna i naprawdę wesoła. Gwarantuję, że nikomu, kto po nią sięgnie, nie będzie się nudzić podczas słodkiego leniuchowania na plaży, czy też na pokładzie jakiejś łajby, choć można ją oczywiście także czytać w innych okolicznościach. ;) „La Tumba” to bowiem wielowątkowa, aż chciałoby się rzec – uniwersalna opowieść o przygodach, przyjaźni i wielkiej miłości, nie tylko do kobiety. Serdecznie polecam!

 

Korekta: Paulina Koźbiał

Książkę można kupić m. in. TUTAJ.

Dodatkowe informacje

  • Autor: Marcin Mortka
  • Tytuł: Karaibska krucjata cz. 2: La Tumba de los Piratas
  • Data wydania: czerwiec 2011
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • Pozostałe dane: Pozostałe dane: ISBN: 978-83-7574-504-7
    Liczba stron: 372
    Wymiary: 12,5x19,5 cm
    Oprawa: miękka
    Cena rynkowa: 35,9 PLN

Dodaj komentarz