W Tomelilla, małej miejscowości na południu Szwecji, dochodzi do morderstwa. Zbrodnia przypomina egzekucję – Herman i Signe Jönnsonowie zostają zabici strzałem w tył głowy. Adoptowany syn państwa Jönnsonów, Konrad, zostaje poproszony o przybycie do rodzinnej mieściny. Okazuje się, że ofiary – zdawałoby się: przeciętni do bólu staruszkowie – byli milionerami. Jakiś czas temu wygrali na loterii wielką sumę, o czym Konrad nie wiedział, bo już od dawna nie utrzymywał z nimi kontaktu. Jednak jego niewiedza nie jest wystarczającym alibi. Miejscowa policja o zabójstwo podejrzewa właśnie Konrada lub jego przybranego brata – uznając, że obaj mieli poważny motyw – żądzę odziedziczenia fortuny.
Niewiele później, w Tomelilla dochodzi do kolejnego zabójstwa, jednak tym razem w samoobronie. Tore Torstensson zauważa na terenie swojego domu dwóch włamywaczy i zabija ich w obronie własnej. Czy to ci sami przestępcy, którzy włamali się do domu Jönnsonów, a następnie ich zastrzelili? Nie udało im się tam zdobyć łupu, ponieważ stare małżeństwo wpłaciło całą kwotę na konto i dlatego właśnie przybyli do Torstenssona?
Mamy więc wątek główny – odnalezienie mordercy Hermana i Signe Jönnsonów. Wokół niego kręci się jednak mnóstwo innych, równie emocjonujących i ciekawych. Powieść w głównej mierze prezentowana jest z perspektywy adoptowanego Konrada. Powróciwszy po latach do miejsca swojego dzieciństwa, które do najbardziej kolorowych nie należało, zaczyna on wędrówkę w głąb swych wspomnień. Przypomina sobie, jak z powodu nagłego zniknięcia swojej matki po raz pierwszy przekroczył próg domu państwa Jönnsonów i jak – mimo wszystko – nie potrafił ich nazwać mamą i tatą. Wspomina swojego jedynego przyjaciela – Svena, okrutnego przybranego brata Klasa oraz znajomych ze szkoły, którzy zawsze śmiali się z niego i nazywali „bękartem polskiej dziwki”. Powoli poznajemy przeszłość, która ukształtowała Konrada i uczyniła go tym, kim jest teraz.
Nie wszystko, co tyczy się psychologii bohatera, zostaje podane na tacy i od razu odkryte. Czasami Konrad nie pozwala sobie na wywoływanie niektórych wspomnień. Napomyka niekiedy o czymś dla siebie ważnym, ale ku irytacji niezaspokojonego czytelnika, nie drąży tematu, unika go. Wiemy, że ma córkę i eksżonę, ale kim jest tak często wywoływana Sonia? Dowiadujemy się, że Konrad po wyrwaniu się z tego przeklętego miasteczka był całkiem popularnym dziennikarzem. W nie tak bardzo odległym momencie jego życia, doszło do tragedii, o której nie potrafi zapomnieć, a która znana jest ludziom z gazet. Co takiego go spotkało? Kim jest błagający o życie Mohammed, którego wciąż wspomina, w tle słysząc strzały i czując krew w ustach? Pytania te męczą czytelnika równie mocno, jak i to dotyczące wątku głównego. Gdziekolwiek się nie zwrócimy – czy do wydarzeń bieżących, czy do retrospekcji, czy do psychiki bohatera – wszędzie znajdujemy zagadki niepozwalające odłożyć książki, dopóki nie poznamy odpowiedzi.
Głównego bohatera dręczy też inna zagadka – kim była jego biologiczna matka i co się z nią stało? Czy Agnes Stankiewicz (tak, Konrad ma polskie pochodzenie) bezpardonowo porzuciła swoje dziecko, czy może została porwana? Umarła a może gdzieś tam jeszcze żyje? Konrad próbuje poznać prawdę, o której rozmyślał przez tyle lat, ale nigdy nie miał odwagi poszukać odpowiedzi.
Jak widać, wątek kryminalny można odnaleźć na kilku płaszczyznach powieści, nie jest on jednak jedynym. Szeroko pojęta tematyka społeczna również znajduje się w centrum zainteresowania pisarza. Olle Lönnaeus pokazuje, jak funkcjonuje niewielka szwedzka miejscowość i jakie dręczą ją problemy. Nacjonalizm, rasizm, homofonia, nietolerancja – to niektóre z wielu zagadnień, które odnajdziemy w „Pokucie”. Mamy więc sporo materiału do refleksji nad ludźmi i współczesnością. Jeżeli jednak kogoś ta płaszczyzna utworu nie interesuje, ponieważ szuka po prostu kryminału, nie będzie miał żadnych powodów do narzekań – problematyka ta opisywana jest bardzo subtelnie, bez zbędnego rzucania się w oczy i moralizowania.
Największą zaletą „Pokuty” jest to, że z przeszłości głównego bohatera czyni również zagadkę kryminalną. Dzięki temu, oprócz wątku podstawowego, mamy mnóstwo innych i każdy w jakimś stopniu drażni, i niepokoi czytelnika. Powieść napisana jest bardzo swobodnym i prostym, a mimo to literackim językiem, i czyta się ją łatwo i szybko. Z uwagi na wywoływanie ciężkich wspomnień bohatera, lektura do najlżejszych nie należy, a mimo to trudno się od niej oderwać. Jeżeli więc ktoś szuka dobrego kryminału (niekoniecznie skandynawskiego), „Pokuta” będzie strzałem w dziesiątkę.
Korekta: Paulina Koźbiał
Książkę można kupić: TUTAJ.





































