środa, 27 kwietnia 2011 20:27

Peter Watts, „Rozgwiazda”

„Rozgwiazda” Petera Wattsa, która powstała dziesięć lat temu, to literacki debiut tego autora. Pisarz darzy polskich czytelników specjalnym zainteresowaniem i być może specyficznym, literackim afektem. Dlaczego? Rzadko zdarza się, by tak znany i poczytny autor umieścił dla nas specjalny wstęp, przyznał się, że korzystał z Google Translatora, aby zapoznać się z polskimi recenzjami, czy choćby „polubił” na Facebooku nowe, póki co dość mało znane wydawnictwo ArsMachina. Sympatyczny i skromny wizerunek Petera Wattsa jeszcze bardziej zachęcił mnie do zapoznania się z jego pierwszym dziełem, swego czasu niedocenionym za granicą,. Jak prezentuje się „Rozgwiazda” na tle współczesnej fantastyki? Już odpowiadam.

Joel trudni się przewoźnictwem i transportem na samym dnie oceanu. Tym razem wybrał się w kurs, przewożąc spragnionych wrażeń i żądnych krwi  „turystów” po najmroczniejszych obszarach podmorskich głębin. Ogromne, zniekształcone ryby, tajemnicze, podwodne konstrukcje i zamknięcie w ciasnym pojeździe kilka kilometrów pod powierzchnią wody skutecznie rozpalają emocje w umysłach sflaczałych bogaczy. Cóż, to samo dzieje się też w głowie czytelnika. Pierwsze kilka stron to znakomity prolog, który wprowadza nas w sam środek nieprzyjaznego, mrocznego świata podwodnych głębin.

Fabuła książki obraca się wokół położonej na dnie Pacyfiku elektrowni – niesprzyjające warunki wymagają odpowiednich, dość nietypowych środków. Nic dziwnego, że ludzka obsługa to specjalnie dobrana pod względem negatywnych cech psychologicznych śmietanka rozchwianych emocjonalnie, molestowanych w dzieciństwie, a także psychopatycznych wyrzutków społecznych. O dziwo, to właśnie osobnicy tego pokroju nadają się do przyjęcia mechanicznych modyfikacji płuc i ciała, odizolowania od reszty świata i zamknięcia pod trzema kilometrami wody w celu nadzorowania elektrowni i wykonywania dziwnych badań na dnie oceanu. Do tego dochodzi szereg pytań: „dlaczego tak naprawdę oni”, „co kryje się pod zwykłą pracą konserwująco-obsługującą”, a także „jaką rolę w całym tym procesie odgrywa… mózgoser”, czyli urządzenie-stworzenie wyhodowane na bazie ludzkiego mózgu.

Już teraz nadmienię, że choć fabuła powieści jest intrygująca i stanowi realnie interesujący ciąg wydarzeń, to czytając „Rozgwiazdę” nie zwracałem na szeroko pojęte „przygody” większej uwagi. O wiele bardziej w moje gusta trafiały opisy, dziwne i bardzo niestandardowe zachowania członków załogi, a także szeregi tajemniczych zdarzeń dotyczących psychiki bohaterów oraz ich relacji ze sobą i ze światem. Peter Watts jest mistrzem budowania klaustrofobicznych, odosobnionych lokacji, w których czytelnik, podobnie jak bohaterowie, czuje się odizolowany i samotny. W przypadku ryfterów – zamkniętych pod wodą wyrzutków społecznych – wpływ przebywania pod ogromną masą wody to czynnik niejako dodatkowy do całego szeregu własnych umysłowych problemów. Pozornie nieprzyjazne środowisko szybko okazuje się jednak ratunkiem dla zachowania balansu psychicznego, a przebywanie i nocowanie pod wodą, z dala od stacji, swoistym dopaminowym narkotykiem.

Clarke Lenie, Fisher, Acton i szereg innych, mniej lub bardziej znaczących postaci, to wyraźnie zarysowane psychologicznie osoby, które zdają się naprawdę żyć i odczuwać. Mimo oczywistych wypaczeń starają się egzystować normalnie, zmagają się z własnym wnętrzem i przekonują nas o głębi i człowieczeństwie, czasem znacznie wykraczającym poza ramy ustanowione przez „normalnych” ludzi. Największą siłą „Rozgwiazdy” są właśnie bohaterowie – znakomicie zniszczeni psychicznie wyrzutkowie, nie mający szans na społeczne dostosowanie, a znajdujący ukojenie w samotności i odizolowaniu. Ich wzajemne utarczki, problemy i wypaczone relacje stanowią trzon powieści. Cała reszta to tylko dodatek. Choć Peter Watts miał kilka naprawdę ciekawych pomysłów dotyczących osi fabularnej i samego zakończenia, w istocie niemal naukowy opis życia wypaczonych psychicznie osób pod wodą okazał się ciekawszy niż emocjonująca (szczególnie pod koniec) walka z globalnym niebezpieczeństwem. Motyw eksploatowany przez Wattsa jest oklepany, a wręcz dziecinny. I gdyby nie mroczne, podwodne życie ryfterów, musiałbym podejść do powieści bardziej krytycznie. Dziwna to bowiem opowieść, w której główna oś fabularna okazuje się tłem, a fundamentem są wątki poboczne. Tak czy inaczej, Peterowi Wattsowi należą się brawa za stworzenie dzieła klimatycznego, mrocznego i pełnego detali, które bardzo sugestywnie przemawia do wyobraźni i nawet na chwilę nie pozwala się zrelaksować, wciąż trzymając w napięciu i zdumieniu.

Wracając do początku – czy „Rozgwiazda” to kamień milowy na tle innych książek fantastycznych z dziedziny hard science-fiction? Trudno powiedzieć. Dzieło Petera Wattsa składa się z tysięcy drobnych elementów i detali typowo naukowych – autor wszystko popiera bogatym doświadczeniem i wiedzą, co czyni nawet najbardziej niesamowite momenty w powieści realnymi i przekonującymi. Z drugiej strony, bądź co bądź dość nieprzyjemni bohaterowie w co wrażliwszych czytelnikach mogą wzbudzać niesmak i utrudniać to magiczne książkowe „utożsamianie się”. Niemniej, „Rozgwiazda” to rzecz oryginalna i nietypowa – mogę bez cienia wątpliwości stwierdzić, że ciekawsza niż setki odtwórczych klonów, z jakimi często dzisiaj można się spotkać. Szczerze polecam!

Korekta: Aleksandra Żurek

Książkę można kupić: tutaj

Dodatkowe informacje

  • Autor: Peter Watts
  • Tytuł: Rozgwiazda
  • Data wydania: 18 kwietnia 2011
  • Wydawnictwo: ArsMachina
  • Pozostałe dane: Oprawa: miękka
    ISBN: 978-83-932319-1-1
    Stron: 366
    Wymiary: 125x195

Jacek Orlicz

Lubię marchew.

Strona www: niekoder.wordpress.com E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz