Czy podołają wyzwaniu? Czy zdołają zapobiec nadciągającej katastrofie? A może okażą się za słabi? Kim jest tajemnicza dziewczyna z fabryki zapałek? Kto jest odpowiedzialny za brutalne mordy aniołów? I czyj upiorny głos sączy w ludzkie umysły rozkaz: „Spłoń ze mną”? Tego i wielu innych rzeczy dowiecie się, Drodzy Czytelnicy, z lektury recenzowanej powieści.
Lektura ta zaś powinna sprawić Wam nie lada frajdę i to z kilku powodów.
Pierwszym bez wątpienia są realia, w których autor osadził akcję powieści. Osnuty oparami mrocznych sekretów, dżdżysty Londyn stanowi idealne tło dla historii tego typu – powieści akcji silnie przyprawionej nadnaturalnymi i okultystycznymi motywami. Panujący w mieście posępny nastrój został oddany przez Autora bardzo dobrze, miejscami wręcz rewelacyjnie i dosłownie zdaje się wyciekać strumieniami z kart powieści. Fakt, że ciężko mi tu mówić o grozie, która powodowałaby u Czytelnika palpitacje serca albo chociaż (nie)miłe dreszcze strachu na plecach (podczas lektury ni razu nie uświadczyłem prawdziwego strachu – całość wydała mi się po prostu mroczną historyjką, w żadnym razie horrorem z prawdziwego zdarzenia), ale zawiesistego nastroju powieści nie sposób odmówić. Podobnie jak dobrej konstrukcji fabuły i uczestniczących w niej postaci. Ta pierwsza jest wielowarstwowa i wystarczająco poskręcana, aby utrzymać Czytelnika w napięciu i przykuć jego uwagę aż do ostatniej strony. Co kilka kolejnych stron Autor jest w stanie zaskoczyć Czytelnika swoją pomysłowością – zdarza się, że ilość zawartych na pojedynczej stronie pomysłów potrafi zaprzeć dech w piersi (co jak najbardziej jest ok). Czasem nawet zdarzało mi się w niej zgubić i zastanawiałem się, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. A odpowiedzi przychodziły miarowo, wraz z rozwojem opowieści, nie za szybko i nie za wolno, ot, w sam raz.
Jeśli o menażerię bohaterów i antybohaterów chodzi, mamy tu prawdziwą galerię osobliwości. Przykładem są wspomniani Dżentelmeńscy Rycerze (początkowo ta formacja dość mocno kojarzyła mi się z komiksową Ligą Niezwykłych Dżentelmenów) – stowarzyszenie stojące na straży miasta i skrytych w nim mrocznych sekretów. Znalazło się w nim miejsce i na złodzieja potrafiącego manipulować światłem w taki sposób, by pozostać ukrytym przed wzrokiem zbędnych obserwatorów, i na nekromantę zdolnego przywoływać dusze z zaświatów, i na wilkołaka. Pomysłowość Autora
w kwestii kreacji dżentelmenów i ich umiejętności wzbudziła we mnie pozytywne odczucia, chociaż już po odłożeniu książki na półkę stwierdziłem, że w niektóre postaci można było tchnąć ciut więcej twórczego szaleństwa. Ogólnie bohaterowie „Londyńskiej makabry” skonstruowani zostali w sposób poprawny, ich perypetie budzą w Czytelniku emocje, większych zastrzeżeń nie mam. Także, jeśli chodzi o tutejszych typów spod przysłowiowej ciemnej gwiazdy. Członkowie wrogiego Rycerzom, rozmiłowanego w egipskiej mitologii Bractwa są wystarczająco antypatyczni, demony i inne paskudztwa wystarczająco upiorne i wynaturzone, a pewna Królowa wystarczająco szalona.
Cóż mogę rzec na zakończenie?
Na pewno to, że książka powinna trafić w gusta Czytelników lubiących ciężkie klimaty, historie wypełnione akcją po brzegi i ociekające adrenaliną. Również w gust fanów komiksowych historyjek w stylu wspomnianej „Ligii…”. Lektura „Londyńskiej makabry” znakomicie odpręża i bawi.
Polecam z czystym sumieniem.
Korekta: Aleksandra Żurek
Książkę można kupić: tutaj
















































