niedziela, 20 lutego 2011 18:08

Ann i Jeff VanderMeer, „Steampunk”

„Steampunk” to kompilacja znakomitych opowiadań różnych autorów ostatnich kilkudziesięciu lat. Jak piszą Ann i Jeff VanderMeerowie, jest to „pierwszy krok w kierunku najlepszych dzieł, jakie powstały na tym polu”. Zbiór rozpoczyna się ciekawą przedmową, a właściwie ogólnym rysem historii osobliwego podgatunku fantastyki, jakim jest steampunk. Interesujące wynurzenia Jessa Nevinsa to świetne streszczenie zarówno pierwszych edisonad, jak i bardziej wyrafinowanych powieści europejskich. Przedmowa napisana jest z polotem i nie nudzi, za to doskonale wprowadza w klimat, utwierdzając czytelnika w przekonaniu, że za moment czeka go szereg wspaniałych, epickich przygód.

Epickość pojawia się już na samym początku – pierwsze opowiadanie, a raczej fragment powieści „The Warlord of the Air” Michaela Moorcocka, przenosi nas w sam środek międzynarodowej bitwy potężnych statków powietrznych. Choć to jedynie fragment i nie ma wiele wspólnego z zamkniętą historią, daje czytelnikowi znakomity przedsmak zarówno specyficznego steampunkowego klimatu, jak i patosu przedstawianych w zbiorze wydarzeń. Rozmach, walka o losy narodów, państw, a nawet całej planety, szeroki zestaw nietuzinkowych bohaterów oraz ogromne, skomplikowane maszyny i urządzenia. Znakomitość znakomitości, która... zawodzi i smuci. Zdecydowanie za krótko!

Na szczęście już w kolejnym opowiadaniu, „Maszynie lorda Kelvina”, razem z Langdonem St. Ivesem, naukowcem i odkrywcą, wyruszamy na spotkanie końca świata. Dosłownie, bo w stronę Ziemi zmierza kometa i nic nie wskazuje na to, aby chciała grzecznie ominąć naszą planetę. Walka towarzystwa naukowego z przeciwnikami „jedynych słusznych” teorii oraz trzy różne podejścia do rozwiązania problemu katastrofy wrzucają dzielnych bohaterów w dość nieprzyjemne położenie. Trochę akcji, odrobina biegania i szczypta podstępu – tyle potrzeba, by czytelnika pobudzić i rozpalić jego wyobraźnię. Choć opowiadanie momentami wydawało mi się naciągane (szczególnie sposoby ratunku planety), to przez większość czasu trzymało w napięciu i zadowalało, zaś podchody i plany bohaterów niekiedy przywodziły mi na myśl zabiegi samego Sherlocka Holmesa.

Kolejna historia to poruszające i momentami trudne do zrozumienia opowiadanie Iana R. Macleoda – „Dar ust”. Feudalizm jako system wyzysku robotników i rolników w pełnej krasie stanowi podstawę świata przedstawionego w tym pesymistycznym utworze. Muszę przyznać, że choć ten drobny wycinek prozy pisarza czytało mi się naprawdę ciężko, to w przyszłości bez wątpienia wrócę do jego dzieł. Autor potrafi znakomicie grać na emocjach czytelnika. Nie chcę streszczać historii, gdyż w dużej części stanowi ona jedynie tło dla dramatycznych przeżyć wewnętrznych bohatera, syna szlachcica i pana kawałka ziemi, więc napiszę tylko, że szczegółowość niektórych opisów i fragmentów boleśnie przemawia do wyobraźni. Naszpikowany detalami opis metalowej maszyny karmiącej oraz pełne obrzydliwości zobrazowanie uczty u Królowej to tylko dodatki, które mimo wszystko wywarły na mnie duże wrażenie. Autor zbudował smutną i zakrawający na mroczną baśń historię – kawał dobrej lektury.

„Słońce na poddaszu” Mary Gentle to ciekawa, choć trochę naiwna i słabo rozbudowana historia alternatywna, w której kobiety dominują na arenie społeczno-politycznej, zaś rozwój technologiczny stoi pod znakiem zapytania. Interesujące spojrzenie na ideę wynalazków oraz badaczy mogłoby zostać lepiej rozwinięte, gdyby autorka zdecydowała się ukształtować bardziej złożoną myśl i poszerzyć granice literackiego świata. A tak dostajemy tylko niezwykle smaczną przekąskę, która rozbudza apetyt, obiecuje zaspokojenie i… pozostawia czytelnika głodnym.

Im dłużej czytałem opowiadania z antologii „Steampunk”, tym wyraźniej widziałem cel redaktorów. Kolejne opowiadanie, „Nadciąga bóg klaun” Jay'a Lake'a to krótki flesz, migawka ze świata Mrocznego Miasta. Pewien konstruktor dostaje zadanie stworzenia golema-klauna dla tajemniczych zleceniodawców i – pełen wątpliwości – zabiera się do pracy. Sama historia nie wciągnęła mnie tak, jak atmosfera mrocznej i nieprzyjemnej rzeczywistości tego dziwnego, mechanicznego świata. Choć brak w opowiadaniu puenty, to brutalność i niejaka oschłość narratora skutecznie oddziałują na czytelnika.

Kolejne opowiadanie odbiega od klasycznie rozumianego gatunku, a przynajmniej tego, czego się spodziewałem. „Spotkanie parowego człowieka z prerii i Mrocznego Jeźdźca: powieść wagonowa” to niesamowite połączenie steampunka, specyficznego westernu i... powieści science-fiction. Choć można odnieść wrażenie, że Joe R. Lansdale przesadza w tym pomieszaniu z poplątaniem, to tylko pozór – w rzeczywistości nieustanna walka, akcja i góry okropności, jakimi autor raczy czytelnika, stanowią wspaniałą rozrywkę. Do diabła z realizmem – tu liczy się masakra i przygoda! Momentami obrzydzenie budzone w odbiorcy przy pomocy makabry i mroku urasta do niebezpiecznego poziomu, ale pisarz znakomicie potrafi zapanować nad emocjami czytelnika i pokierować nimi tak, by ten nie był w stanie oderwać się od serwowanego cyrku dziwności.

Perełką antologii okazuje się krótkie, niepozorne opowiadanie o tytule „Klub księżycowego ogrodnictwa”. Molly Brown oddaje w nasze ręce kawałek porządnej, choć lekkiej historii, która może bawić, zaskakiwać, a nawet inspirować. Jest to z pewnością jedno z lepszych opowiadań zbioru, a sprytne umiejscowienie go po „Parowym człowieku...” daje ciekawy kontrast i podkreśla różnorodność steampunkowych utworów. Całość jest mało wiarygodna, ale jako humorystyczna historyjka robi dobre wrażenie. Pozytywny charakter i klimat opowiadania oddaje cytat: „– Uspokój się, Maston – powiedział Barbicane. – Stwierdziłem jedynie, że to niemożliwe. Nie powiedziałem, że nie znajdziemy sposobu, żeby to uczynić.” Tak, steampunk, chyba jak żaden inny podgatunek fantastyki, potrafi łączyć zaskakujące elementy, dając autorom nieograniczone możliwości inspirowania i pobudzania czytelników. Niektóre opowiadania, niczym wartościowe i niezwykle smakowite przypowieści, pozwalają nam wierzyć, że gdy tylko zechcemy, zdołamy dokonać niemożliwego.

Następnym, najbardziej obszernym w antologii opowiadaniem, są „Siedemdziesiąt dwie litery” Teda Chainga – najmocniejsza i najpiękniejsza część zbioru. Pełna symboliki, uniwersalnych problemów i metafor historia przenosi nas w świat alternatywny do naszego. Robert Stratton, młody badacz nomenklatury imion, zajmuje się tworzeniem automatonów – glinianych i metalowych golemów, które potrafią wykonywać pewne ściśle określone czynności. Powoływanie prostych mechanizmów do „życia” odbywa się w tajemniczy sposób przy pomocy imion zapisywanych na skrawkach papieru i jest zadaniem trudnym, które wymaga specjalistycznej wiedzy na tematy takie jak permutacje, faktoryzacja, biologia i inne. Z czasem Stratton wymyśla zaawansowany, zręczny automaton, który potrafi wykonywać precyzyjne prace, w tym przygotowywanie form do budowy… innych automatonów. Choć golem nie jest w stanie zapisywać imienia i tym samym daleko mu do „reprodukcji”, to wśród manufakturzystów, specjalistów od rzeźbienia i w całym społeczeństwie pojawia się zaniepokojenie, które ma szansę przerodzić się w ogólną panikę. Jest też druga, głębsza warstwa historii, ale tej nie zdradzę, by nie psuć nikomu przyjemności.

Ted Chiang w znakomity sposób potrafi odwoływać się do aktualnych problemów za pomocą metafor i analogii. Zawiść, strach przed rozwojem i destrukcyjny konserwatyzm, a także umacnianie wpływów wyższych klas społecznych to przeszkody, jakie napotyka nie tylko Robert Stratton, ale i inni, światli naukowcy – i ci fikcyjni, i ci prawdziwi, nam współcześni. Choć opowiadanie nie mówi niczego nowego, to i tak w przejmujący i smutny sposób pokazuje, że niezależnie od czasów i konfiguracji technologicznych, człowiek wciąż sam dla siebie pozostaje wrogiem i zagrożeniem.

Kolejne długie opowiadanie to „Wiktoria” Paula Di Filippo. Humorystyczna historia, przepełniona tajemnicą, bezwstydnością i luźnym charakterem przygód bohatera – dżentelmena Cosmo Cowperthwaita, bawi czytelnika i stanowi czystą rozrywkę. Liczne zmyłki stosowane przez autora i zabawny charakter narracji potrafią doskonale poprawić humor, więc każdy, kto lubi łatwe i przyjemne historie, powinien być zadowolony.

Króciutkie „Odbite światło” Rachel E. Pollack to smakowita przekąska w oryginalnej formie. Znalezione pod postacią czterech cylindrów nagrania kaletnika Vick, pracującej w dziwnym, niepokojącym kraju, mogą stanowić znakomity wstęp do większej, epickiej historii wyzwolenia i walki o wolność. Niemniej, choć smaczek jakim raczy nas autorka jest mały, to i tak potrafi rozpalić zmysły zarówno wiarygodnością opowieści, jak i interesującymi, mrocznymi i nieprzyjaznymi realiami fikcyjnej rzeczywistości.

Następne steampunkowe opowiadanie, „Minuty ostatniego spotkania”, przenosi nas do alternatywnej rzeczywistości, w której carska Rosja posiada zarówno broń jądrową, jak i zaawansowane urządzenia, wykorzystujące nanotechnologię oraz sztuczną inteligencję. O ile sama koncepcja autora, Stepana Chapmana, może wydawać się całkiem interesująca, w istocie okazuje się, że historia nie intryguje i nie wciąga. Liczne przeskoki w narracji, udziwnione fragmenty przemyśleń oraz pomieszanie technologii i nauki z parapsychiką to za dużo jak na moją delikatną, czytelniczą wrażliwość.

Na deser redaktorzy zbioru Steampunk przygotowali dla czytelników prawdziwy smakołyk. Łączące cyberpunk z wiktoriańskimi klimatami opowiadanie „Ustęp z trzeciego i ostatniego tomu plemion wybrzeża Pacyfiku” Neala Stephensona przenosi nas na tereny dzisiejszego USA. Wyrwany z kontekstu tekst to relacja jednego z uczestników pewnej bliżej nieokreślonej operacji. Choć bohaterowie, kapitan Napier, doktor Nkruma i narrator, to wyposażeni w najnowocześniejsze technologie i wiedzę specjaliści, nie posiadają oni żadnej skutecznej broni (i energii), której mogli by użyć przeciwko gorzej uzbrojonym, ale liczniejszym przeciwnikom. Ciężka eskapada do Los Angeles przeradza się w trudną batalię ze zmotoryzowanymi 4kołowcami. Opowiadanie stanowi rewelacyjne zwieńczenie zbioru, choć reprezentuje inny świat i niezbyt łączy się z poprzednimi historiami. Pomieszanie różnych cywilizacji i plemion, znajdujących się na odmiennych poziomach rozwoju (od czasów elżbietańskich do nanotechnologii), a także ciekawa sytuacja polityczna i w dużej części zniszczony wojnami kontynent to wybuchowa mieszanka dająca czytelnikowi niemałą radość. Nigdy nie czytałem prozy Neala Stephensona, ale po tak doskonałym wstępie bez wahania sięgnę po jego powieści. Szybka akcja, niezwykle interesujące wstawki i opisy technologiczne, ciekawe urządzenia (kompilator materii!) oraz przekonujący bohaterowie mocno przypominają pisarstwo Dukaja. Autor posługuje się precyzyjnym i jednocześnie ładnym językiem, a zarazem tworzy fascynujący świat.

Koniec zbioru wieńczą dwa teksty poruszające znów tematykę samego steampunka jako podgatunku fantastyki. Dzięki zgromadzonym przez Ricka Klawa tytułom i opisom przeciętny czytelnik ma szansę poznać warte uwagi filmy i książki. Pole powieści graficznych, komiksów, porusza natomiast Bill Baker, który zauważa, że „na opisanie różnych pierwiastków steampunka można poświęcić cały rozdział, a nawet książkę”. Niemniej – wywody panów Klawa i Bakera są niezwykle ciekawe i każdemu pomogą nie tylko lepiej zrozumieć gatunek, ale też poznać ciekawe dzieła najlepszych twórców w historii. Przyznam, że sam zastanawiałem się nad niektórymi wymienionymi przez autorów tytułami, więc dodatkowa rekomendacja specjalistów od tego rodzaju twórczości upewniła mnie w przekonaniu, że warto po nie sięgnąć.

Podsumowując, muszę przyznać, że wydawnictwo Ars Machina spisało się wprost znakomicie. Przybliżanie najlepszej zagranicznej literatury fantastycznej polskim czytelnikom to zadanie jak najbardziej chwalebne i godne pochwały. Antologia „Steampunk” jest znakomitym vademecum dla każdego fana fantastyki – obejmuje szeroki dział literatury i pod postacią drobnych kęsów daje świetny przedsmak całości. W moim osobistym odczuciu „Steampunk” ma szansę być pierwszym krokiem dla niezdecydowanych i sceptycznych czytelników, którzy do tej pory fantastykę traktowali po macoszemu. Czasy pary, potężnych maszyn i emocjonujących przygód to coś więcej niż zmechanizowany western czy proste edisonady dla młodzieży. To pełna emocji i wrażeń możliwość odbycia wypraw do innego, magicznego świata, w którym nie ma żadnych barier i ograniczeń poza wyobraźnią. Polecam!

Korekta: Aleksandra Żurek

Książka dostępna jest w sprzedaży bezpośredniej u wydawcy pod adresem: www.arsmachina.pl oraz w księgarniach internetowych.

Dodatkowe informacje

  • Autor: różni
  • Tytuł: Steampunk
  • Data wydania: 21 lutego 2011
  • Wydawnictwo: Ars Machina
  • Pozostałe dane: Tytuł oryginału: Steampunk
    Redaktor: Ann i Jeff VanderMeer
    Rok wydania oryginału: 2008
    Wydawca oryginału: Tachyon Publications
    Liczba stron: ok. 350
    Wymiary książki: 148 x 210 mm
    ISBN: 978-83-932319-0-4

Jacek Orlicz

Lubię marchew.

Strona www: niekoder.wordpress.com E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

1 Komentarz

  • Odnośnik do komentarzy niedziela, 20 lutego 2011 18:46 Umieszczone przez: bestsellery

    Książka na chwilę obecną nie jest dostępna w księgarniach. Tylko jedna oferuje tę książkę i jest to SELKAR: http://selkar.com.pl

    Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Dodaj komentarz