Ucieczka przed niesłusznymi (najprawdopodobniej!) oskarżeniami obciążającymi głównego bohatera, Krystiana Rokickiego, jego taktyczne manewry policyjne, współpraca z nowym przyjacielem, prywatnym detektywem Mierzejskim, szukanie śladów, dowodów czy chociażby poszlak obciążających Zło to tylko niektóre z elementów, które sprawiają, że „Śmierć na śniegu” obfituje w akcję i nieźle daje popalić czytelnikowi. Wraz z policjantem Rokickim przemierzamy świat brutalny i niesprawiedliwy. Poznajemy „zwyczaje” panujące na komendach policji, odwiedzamy Łódź, Kraków i Katowice, bierzemy udział w strzelaninach i zasadzkach – wszystko po to, by oczyścić podejrzanego Rokickiego z oskarżeń o zamordowanie czarnoskórego osobnika i posadzić przed obliczem sprawiedliwości prawdziwego przestępcę i zabójcę, a może też… tajemniczego podpalacza z przeszłości.
Pewnie spytacie, czy aby nie przesadzam – jak ten początkujący autor w swojej krótkiej (zaledwie 200 stron) książce zdołał zawrzeć wszystko to, czego potrzebuje rasowa powieść kryminalna? Wyraźnie widać, że Konrad Staszewski odrobił lekcje, skutkiem czego stworzony przez niego świat nie jest ani trochę wydumany i przesadzony. W powieści znajdziemy przemoc, niesprawiedliwość, walkę z Większym i Silniejszym Złem oraz mnóstwo akcji. Ba, autorowi udało się wcisnąć nawet szeroko zakrojony wątek romansowo-erotyczny! Cóż, kto jak kto, ale bohater „Śmierci na śniegu” ma naprawdę barwne i dynamiczne życie…
Ale, ale! Skłamałbym, gdybym powiedział, że książka nie ma wad. Jedyną zauważalną rysą na tym niemalże doskonałym brylancie jest… długość, a właściwie – krótkość! O bogowie, czymże sobie czytelnik zasłużył, by cierpieć katusze po tej zacnej lekturze?! Toć to grzech jest, Sodoma i Gomora! Nienasycenie, nienasycenie, po trzykroć nienasycenie! Oto co mię spotkało po przewróceniu ostatnich stronic tejże księgi! Nie, nawet ktoś taki jak Konrad Staszewski nie zdoła opisać fascynujących wątków pobocznych (a nielichy potencjał jest, a jakże!) jedynie na dwustu stronicach, ba, sam Arthur Conan Doyle, wraz ze swoim zwartym stylem nie dorównałby Konradowi w ilości rozgałęzień fabuły, zagadek i rewelacyjnych, potencjalnych historii drugoplanowych, a i tak nie dałby rady opisać tego lepiej. Cóż, nie chcę już więcej marudzić, ale… Panie Konradzie… niczym niedźwiedź na zimę, tak i ja czekam na Pańską kolejną genialną powieść!
Korekta: Aleksandra Żurek
Książkę kupić można o: tutaj






















