Osobny akapit wypada poświęcić narratorowi. No właśnie, pytanie, czy nie należałoby użyć tu liczby mnogiej. Trzecioosobowy narrator albo potrafi się doskonale dostosowywać do prowadzonej postaci, albo każda postać ma swojego prywatnego narratora. Stephenson doskonale potrafi go poskromić i uczynić dodatkowym atutem swojej powieści. Czasem narracja przyjmuje postać wybitnie obiektywnej, jak w „Innym świecie” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, opisując wojenne zbrodnie czy wręcz ludobójstwa wypranym z emocji tonem. Innym razem narrator rozwija skrzydła i poza zwykłym opisem ironizuje czy wręcz kpi, wtrąca swoje uwagi, posiłkując się często mową pozornie zależną. Oddaje zarówno stan bardzo specyficznego matematycznego umysłu Lawrence’a Pritcharda Waterhouse’a (scena ataku na Pearl Harbor opisana z jego punktu widzenia – bezcenna), jak i bardziej sensacyjną, aczkolwiek nie mniej specyficzną sytuację marine Bobby’ego Shaftoe’a będącego miksem stereotypowego tępego trepa, Rambo i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
Wyraziści bohaterowie to kolejna wielka zaleta „Cryptonomiconu”. Poza wspomnianymi Lawrencem Waterhousem, widzącym cały świat we wzorach i ze zdziwieniem kontemplującym niematematyczną rzeczywistość, oraz amerykańskim żołnierzem Robertem Shaftoe, w rolach głównych występują jeszcze wnuk tego pierwszego, Randy, i nippoński oficer Goto Dengo. Randy, specjalista od komputerów, a w szczególności Internetu, został wykreowany na współczesną i jednocześnie dużo mniej hardcore’owo skrajną, choć i tak wielce ciekawą wersję dziadka. Goto Dengo przeżywa kryzys wartości; w wojennej konfrontacji z zachodem dostrzega niepraktyczność japońskiej ideologii i zasad, które nieuchronnie prowadzą do porażki. Jemu samemu, po wielu dylematach, udaje się wyjść ze złotej klatki własnej kultury i wykazać rodzącą się w bólach elastyczność. W „Cryptonomiconie” swoje epizody mają także postacie historyczne, jak np. Alan Turing, Ronald Reagan czy Douglas MacArthur.
Ciekawym dodatkiem do powieści są występujące co jakiś czas wzory, szyfry czy wykresy. Przykładowo, Waterhouse oblicza i przedstawia na wykresie zależność między wskaźnikiem napalenia a wydajnością łamania szyfrów. Jak obliczył, wszystkie swoje sukcesy w łamaniu kodów nippońskiej marynarki na Stacji Hypo zawdzięcza bliskości wielu burdeli, która „pozwalała mu na dłuższe okresy produktywności pomiędzy ejakulacjami”. Brak domów publicznych wpływa negatywnie na wydajność, gdyż „Ręczna Rekonfiguracja” nie obniża wskaźnika napalenia wystarczająco. Randy wraz z kilkoma członkami rodziny znajduje sposób na sprawiedliwy podział spadku po babci z wykorzystaniem układu współrzędnych wyrysowanym na parkingu, po którym każdy zainteresowany przesuwa sprzęty, które chciałby otrzymać. Zwariowane, zdrowo szurnięte i diablo śmieszne podczas lektury. Jak zresztą większość tej powieści. Nie wszystkie oryginalne przemyślenia bohaterów przenoszą się od razu na matematyczną wersję. Tajna Kontrola Ejakulacji, która według Waterhouse’a trzęsie całą planetą, czy przedstawienie bogów olimpijskich jako najbardziej obrzydliwej i dysfunkcjonalnej rodziny, jaką można sobie wyobrazić, to tylko nieliczne przykłady na ciekawe i zabawne drobne pomysły, które składają się na „Cryptonomicon”.
„Cryptonomicon” Neala Stephensona to, wbrew temu, co sugeruje nazwisko autora, nie fantastyka. Przed lekturą uznałbym to za wadę, lecz już w trakcie doszedłem do wniosku, że nie robi mi to różnicy – dobra książka to dobra książka. Przez pewien czas czekałem z niecierpliwością, kiedy w końcu nastąpi jakiś łącznik między głównymi wątkami z drugiej wojny światowej i końcówką dwudziestego wieku, szybko jednak przestałem i po prostu cieszyłem się z kolejnych przygód bohaterów. Wystraszyła mnie napotkana gdzieś opinia, że „Cryptonomicon” jest hołdem dla kryptoanalityków, niedocenionych prawdziwych zwycięzców tej wojny. W sumie to prawda, ale nie ubrałbym tego w tak górnolotne słowa. Powieść Neala Stephensona opowiada o ważnych sprawach z przymrużeniem oka, a biorąc pod uwagę jej długość i jednakowo wysoki poziom przez całość jej trwania, oceniam „Cryptonomicon” jako prawdziwy majstersztyk. Jeśli przypadkiem macie 89 zł przeznaczone na książki, to jak najbardziej polecam „Cryptonomicon” – będzie to prawdopodobnie lepszy substytut dwóch czy trzech chudszych pozycji.
Korekta: Aleksandra Żurek
Książkę można kupić m.in. TUTAJ


































































