Maks Frei, „Labirynty Echo. Tom I: Obcy”
Recenzowała: Sylwia Zazulak
Literatura rosyjska od wielu dekad może poszczycić się faktem, że należą do niej dzieła ponadczasowe i klasyczne, które stały się światowymi bestsellerami; zarówno te starsze, jak również współczesne. W tamtejszej fantastyce zaczytuję się od dłuższego czasu i podejrzewam, że amatorzy nadprzyrodzonych historii i stworzeń kojarzą chociażby braci Strugackich oraz Siergieja Łukjanienko - nazwiska można by długo wymieniać. Ostatnio miałam okazję poznać kolejnego rosyjskiego pisarza - Maksa Freia, a wszystko dzięki pierwszemu tomowi serii „Labirynty Echo” pod tytułem „Obcy”.
Użyłam słowa pisarz, chociaż w rzeczywistości Maks Frei to pseudonim Swietłany Martynczik. Cała seria liczy już ponad czterdzieści części. „Obcy” to zbiór opowiadań, które są ze sobą ściśle powiązane. Ich głównym bohaterem jest Sir Maks, alter ego autorki, śniący o ludziach i miejscach, w których nigdy nie był. Pewnego razu przedostaje się z naszego pospolitego świata do magicznej krainy Echo. Maks ma około trzydziestu lat i podoba mu się możliwość urozmaicenia swojej nudnej egzystencji. Razem z Juffinem Halleyem, naczelnikiem Tajnego Wojska Wywiadowczego, odpowiedzialnym za „przeprowadzkę” bohatera, sir Maks rozwiązuje zagadkę kilku morderstw. Stopniowo zaczyna także urządzać się w nowym życiu. Wkrótce okazuje się, że naprzeciwko skromnej rezydencji Maksa osiadło coś, czemu musi stawić czoła.
Opowiadania, jak wspomniałam, są ze sobą powiązane i nie da się ich czytać bez zachowania kolejności. Zawarty w nich ciąg przyczynowo-skutkowy, ominięcie którego wprowadziłoby chaos do lektury, pozwala na spójne poznawanie całej historii. Sam wstęp, gdzie autorka opisała świat Echo, jest już początkiem „Obcego” - to skarbnica wiedzy, encyklopedia dla niezorientowanego w temacie czytelnika.
Zanim sięgnęłam po książkę, wydawało mi się, że będzie to coś podobnego do serii powieści Mike’a Careya, tylko trochę mniej mroczne i… rosyjskie. Pomyliłam się odrobinę, bo powieści bliżej do historii Sherlocka Holmesa wykreowanych przez Doyle’a, tyle tylko, że w fantastycznych realiach. Sporo szczegółów świata Echo jest przerysowanych i przedstawionych karykaturalnie – jak przerośnięte koty ze skołtunioną sierścią, których nikt nie chce, bo są brzydkie. Główny bohater lituje się nad losem kilku takich włochatych stworzeń i dbając o nie, pokazuje innym ludziom, że one też mogą być piękne. Zabieg ten nadaje smaczku opowiadaniom i często służy do ironicznego ukazania bohaterów oraz samego autora.
Przyznaję, że „Obcego” czyta się odrobinę ciężko. Potrzeba uwagi i skupienia, aby nie pominąć szczegółów istotnych dla późniejszych wydarzeń oraz ważnych w samej Echo. Nie jest to książka lekka jak Harry Potter, ale równie ciekawa i wciągająca. Mimo że wymaga rozgrzania tych rejonów mózgu i szarych komórek, których nieczęsto używa się podczas lektury fantastycznych historii, czytanie było przyjemnością. Spodobał mi się główny bohater i jego przyjaciele, posiadający wspólną cechę – oddanie. Poza tym każdy z nich reprezentował zupełnie inny temperament i charakter. Autorka postarała się, aby czytelnicy mogli swobodnie wybrać ulubioną postać oraz utożsamić się z nią. Dla mnie zdecydowanie najlepiej wypadł sam sir Maks – obserwowanie jego asymilacji i aklimatyzacji w nowym życiu oraz stopniowo ujawniających się cech charakteru, nie tylko było interesujące, ale również sprawiło, że zaczęłam sama sobie zadawać pytanie „Co on jeszcze zrobi?”.
Stroje i imiona bohaterów wydawały mi się nawiązywać do kultury orientu – jedna z postaci nazywała się lady Melamori, a inna Melifar. Ubrani byli w coś na kształt prześcieradła, które owijali wokół ciała. Nie przepadam za kulturami azjatycką i indyjską, nigdy mnie nie pociągały i unikałam tego, co było z nimi powiązane. Tutaj jednak te dziwaczne stroje i egzotyczne imiona po prostu pasowały i nie czułam się, jakbym czytała książkę o podróży do Indii. Całość doskonale skomponowana, była urozmaiceniem oraz pokazała różnice między Echo a naszym światem.
Zwróciłam szczególną uwagę na styl językowy w „Obcym” – tak bardzo typowy dla rosyjskich literatów. Niezależnie od tego, czy sięgam po Bułhakowa, Tołstoja czy Strugackich, samą przyjemność sprawia już obcowanie z językiem – nieprzesadnie skomplikowany, ale idealnie „wysmakowany”, trafiający do każdego czytelnika. To ten rodzaj pisania, który sprawia, że czytelnik wie, o co chodzi, co znaczy każde słowo, co się dzieje oraz ma możliwość wzbogacenia słownictwa.
„Obcy” w Rosji ukazał się w 1996 roku. Doprawdy nie wiem, czemu dopiero po osiemnastu latach trafił do Polski, skoro, jak informuje blurb, jest to bestseller sprzedany w milionie egzemplarzy. Cieszę się, że w miałam okazję po niego sięgnąć, gdyż moja ograniczona znajomość języka rosyjskiego raczej uniemożliwiłaby mi przeczytanie książki w oryginale. Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy z cyklu „Labirynty Echo”. Pierwsza ich część z pewnością trafi do fanów słowiańskiej fantastyki, zagadek i grubych lektur. Gwarantuje też przednią zabawę na niejeden wieczór.
Korekta: Urszula Pitura
- Tytuł: Obcy
- Seria: Labirynty Echo
- Tom: I
- Tytuł oryginalny: Czużak
- Autor: Maks Frei (Swietłana Martynczik)
- Tłumaczenie: Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska
- Wydawnictwo: Zysk i S-ka
- Data i miejsce wydania: Poznań, 18 listopada 2013
- Okładka: Artur Sadłos
- ISBN: 978-83-7785-318-4






