Jewgienij T. Olejniczak „Archipelag Khuruna”
Autor: Natalia Bilska
„Archipelag Khuruna” skusił mnie przede wszystkim dziewiętnastowiecznym Krakowem – nie wiem, czy zainteresowałabym się tą powieścią także wtedy, gdyby jej akcja rozgrywała się w innym miejscu i czasie. Tak się bowiem składa, że przepadam za książkami, które w jakikolwiek sposób odwołują się do historii, do klimatu dawnych epok; jestem wielbicielką zarówno fantasy historycznej, jak i miejskiej, dlatego pomyślałam, że propozycja Oleniczaka może być interesująca.
Taka już nasza filologiczna ułomność: porównujemy wszystko ze wszystkim – nic więc dziwnego, że spodziewałam się czegoś, co przypominałoby „kryminały retro” Konrada Lewandowskiego, doprawione niezwykłościami charakterystycznymi dla literatury fantastycznej. Marzyłam o Krakowie, który byłby jednocześnie miastem dobrze znajomym i budzącym niepokój, zamieszkanym przez ludzi oraz istoty nie z tego świata. I, w pewnym sensie, dostałam, co chciałam, a w dodatku okazało się, że „Archipelag” to udany i przyjemny w odbiorze mariaż fantastyki i kryminału. Dlaczego więc, mimo tylu niewątpliwych atutów powieści, nadal czuję czytelniczy niedosyt? Dlaczego wydaje mi się, jakby ktoś mnie oszukał…? Trudno powiedzieć. Być może zbyt wiele oczekiwałam od tej powieści. Liczyłam zarówno na wciągającą fabułę, jak i na klimat rodem ze starych pocztówek; na galicyjski, prowincjonalny – jeśli wierzyć Boyowi-Żeleńskiemu – Kraków końca wieku. Olejniczak, miał natomiast na swój utwór całkiem inny pomysł, ani gorszy, ani lepszy od mojego. A może nastawiłam się po prostu na inną opowieść i dlatego tak trudno mi się pogodzić z faktem, że produkt końcowy w niczym nie przypomina moich wyobrażeń?
Głównym bohaterem powieści jest emerytowany stróż prawa, a jednocześnie krakowski „morderca cudów” i „pogromca spirytystów”, Emanuel Henzelmann. Pasjonują go niewytłumaczalne kwestie, zjawiska nadprzyrodzone i kryminalne zagadki z piekła rodem – nic więc dziwnego, że mieszkańcy miasta uważają go za ekscentryka. Tym razem komisarz prowadzi prywatne śledztwo dotyczące fotografii, która przedstawia dziwne stworzenie wędrujące ulicą Mikołajską. Tajemnicza postać nie przypomina człowieka… kim lub czym w takim razie jest? Czy ma coś wspólnego ze zwierzętami, ginącymi w okolicznych wioskach? A może to tylko fotomontaż lub zwyczajna plama na kliszy…? Henzemann nawet nie przypuszcza, że trafił na trop przerażającego spisku, wydaje mu się, że to po prostu kolejna zagadka, którą będzie można racjonalnie wytłumaczyć. Prawda jest jednak inna: jaszczuropodobne stwory widywano już wcześniej, nie tylko w Europie, ale i na innych kontynentach; stały się bohaterami wielu opowieści i mitów. Komisarz, wraz z pechowym kataryniarzem ze Lwowa, cudownie zmartwychwstałym podróżnikiem i pewnym doktorem, usiłują zapobiec katastrofie, narażając się przy tym na wielkie niebezpieczeństwo. Okazuje się bowiem, że poza naszym światem, doświadczalnym zmysłowo, istnieje wiele innych, w tym Khuruna, której mieszkańcy nie mają dobrych zamiarów i zdecydowanie za bardzo interesują się ziemską polityką…
Osią fabularną powieści jest śledztwo prowadzone przez Emanuela Henzelmanna. Porządkuje ono wydarzenia i usprawiedliwia – co istotne! – dominujące w utworze „monologowość” i „dialogowość”. Liczne rozmowy, sprawozdania, przesłuchania, nie dziwią, gdy mamy do czynienia z dochodzeniem policyjnym, nawet, jeżeli prowadzonym hobbystycznie przez emerytowanego funkcjonariusza. Gdy czytałam książkę Olejniczaka, miałam wrażenie, że składa się przede wszystkim z przytaczanych opowieści – bohaterowie wiecznie o czymś mówią: o własnych przeżyciach, o książkach, które przeczytali, o „historycznych” wydarzeniach, związanych z Khuruną. Henzelmanna nieustannie zalewa potok słów. Komisarz wysłuchuje tych relacji, układa je na różne sposoby i usiłuje na ich podstawie wyciągnąć sensowne wnioski – niestety, ostateczny sens ciągle mu się wymyka. Utwór zbudowany jest jak tytułowy archipelag, składa się z wielu wysp –
opowieści, stanowiących jednak jedną całość. Co ciekawe, taki układ nie zakłóca bynajmniej powieściowej dynamiki i czytelnik wcale nie odnosi wrażenia, że akcja pełznie zbyt wolno. Wręcz przeciwnie. Trzeba przyznać, że historia zaprezentowana w „Archipelagu” wciąga i zaskakuje, a finał, pozornie sielski i oparty na niedopowiedzeniach, mrozi do szpiku kości.
Będę jednak uparta i monotematyczna – brakowało mi w tej książce czegoś, co enigmatycznie i niezbyt trafnie nazywamy „klimatem”. Miałam wrażenie, że autor uhistorycznia akcję na siłę, i że, równie dobrze, wszystko mogłoby się dziać całkiem gdzie indziej, może nawet współcześnie, w jakimkolwiek polskim mieście. To prawda, uwzględnione zostają rekwizyty w rodzaju dorożek, latarni, obskurnych gospód czy fajtłapowatych służących – pojawiają się też „sygnały” (jak chociażby nazwy ulic), że rzecz dzieje się w Krakowie – ale nie udało się Olejniczakowi stworzyć przekonującej iluzji dziewiętnastego wieku. Problem jest, wbrew pozorom, bardziej poważny, niż by się na pierwszy rzut oka wydawało, bo przy takim ujęciu tematu, czytelnik ma mniej powodów, by do tej książki wrócić. Podejrzewam, że nie tylko ja przepadam za rozsmakowywaniem się szczegółach tworzących „klimat” powieści – w tych drobiazgach, które nie zawsze dostrzegamy w trakcie pierwszego czytania – i nie ja jedna zapamiętuję z lektury przede wszystkim problematykę. Ktoś mógłby powiedzieć: „Ale przecież właśnie na tym polega istota literatury popularnej! Ważna jest akcja! Przygoda! Emocje!”, i miałby, zapewne, rację. Wydaje mi się jednak, że podział na literaturę wielorazową i jednorazową jest istotniejszy od podziału na fantastykę i twórczość innego typu, a naprawdę dobra książka, niezależnie od tego, czy fantastyczna, czy realistyczna, powinna przemawiać nie tylko do uczuć, ale i do rozumu. I jest świetnie, jeśli dodatkowo zachwyca doskonałością prozy. „Archipelag Khuruna” jest powieścią niezłą fabularnie, ale nie: bardzo dobrą, ciekawą, ale nie: zapierającą dech w piersiach, napisaną poprawnie, ale nie: literacko genialną. Oscyluje więc, moim zdaniem, wokół mocnej trójki z plusem. To książka czysto rozrywkowa, którą pochłania się z wypiekami na twarzy w jedno popołudnie, a potem, ze spokojnym sumieniem, odkłada na najwyższą półkę regału.
Korekta: Natalia Bieniaszewska
Autor:Jewgienij T. Olejniczak
Tytuł:„Archipelag Khuruna”
Data wydania:marzec 2010
Wydawnictwo:Fabryka Słów
Pozostałe dane:ISBN-13: 978-83-7574-133-9
wymiary: 125 x 195
liczba stron: 360
oprawa: miękka
seria: Asy polskiej fantastyki
cena: 28.99






