Jednak ochota do wzruszania ramionami przeszła mi dość szybko i to bynajmniej nie ze strachu, o nie, bo jednak prawdą jest, że telewizja i kino mocno osłabiły naszą zdolność odbierania grozy. Tym niemniej, autorzy stanęli na wysokości zadania, oferując nam wielowymiarowe podejście do tematyki naszych mniej lub bardziej skrywanych lęków, fobii oraz atawistycznych obciążeń, każących bać się ciemności i czających się w niej potworów.
By posiłek był smaczniejszy a wrażenia głębiej odbierane, nie warto połykać całego zbioru na jedno posiedzenie. Pierwszego wieczoru przejdziemy się tajemniczą „Ulicą” Anny Brzezińskiej, gdzie strach i niepewność walczą o lepsze z ciekawością, następny – bo nikt nam nie każe trzymać się proponowanej przez wydawcę kolejności - może zaskoczyć nas „Przebudzeniem” na cmentarzu Mariusza Kaszyńskiego, a w jeszcze inny Eugeniusz Dębski w „A szczyt, normalnie, rozpieprzony!” poprowadzi nas na Kilimandżaro, nie uprzedzając rzecz jasna, iż przewodniki turystyczne nie mówią wszystkiego… Gdy znudzimy się współczesnością, Jacek Komuda pozwoli zanurzyć się w iście sienkiewiczowskich klimatach, wspaniale wystylizowanym opowiadaniem „Nie trać waszmość głowy!”. A i reszta autorów zbioru nie pozwoli nam obojętnie przejść obok tekstów, których niewątpliwą zaletą jest różnorodność i brak szacunku dla mocno już wyeksploatowanych schematów gatunkowych. Otrzymaliśmy piękną kolekcję opowieści niesamowitych, a wybredny czytelnik w niejednej doszuka się drugiego dna, czyli lekko zdystansowanej i zamaskowanej kostiumem gatunku diagnozy współczesnej rzeczywistości.
Doskonała lektura, wydobywająca na wierzch skrywane w podświadomości przeświadczenie, że świat niekoniecznie jest tak dobrze znanym i przyjaznym miejscem, jak to nam się na co dzień wydaje…








