Tymczasem w sąsiednim państwie, za wschodnią granicą, dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Niewyjaśnione zgony starych ludzi, zabójstwo popa, rozszarpane zwłoki pięciu blokersów… I stada kruków krążące nad Sankt Petersburgiem. Czy rosyjska milicja poradzi sobie z rozwiązaniem tych arcytrudnych zagadek? Generał Jarcew, szef MSW wytacza swoje największe działo – wybitny analityczny umysł Konstantego Sukonina powinien podołać temu zadaniu. Kapitan Sukonin nie zawodzi, zwróciwszy uwagę na raport o dziwacznych zabójstwach wśród polskich emerytów, zaprasza do współpracy Moherfuckera – polskiego policjanta – Kamila Stocharda. We dwójkę staną do walki z armią potworów, zwanych guimonami.
Przyznam szczerze, że miałam sporo wątpliwości, decydując się na lekturę „Moherfuckera”. Dlaczego? Teraz przyznam ze wstydem, że nigdy nie miałam do czynienia z twórczością Eugeniusza Dębskiego i po prostu nie wiedziałam, czego się spodziewać. Polskiej fantastyki jeszcze nie czytałam, z rodzimych autorów kryminalnych podziwiam i adoruję tylko Joannę Chmielewską. Zadawałam więc sobie pytanie: czy to aby na pewno mądre posunięcie brać się za tę książkę? Jednakże okazało się, że nie było powodów do zmartwienia. „Moherfucker” to kawał dobrej lektury.
Autor bez ogródek wprowadził mnie w akcję. Ledwo przewróciłam kilka kartek, a tam już trup ściele się gęsto – ginie pięciu blokersów. I od tej chwili jest coraz ciekawiej. Dębski po mistrzowsku dozuje napięcie – spokojne momenty przeplatają się z hardcorową akcją. Nie ma chwili wytchnienia. Na domiar złego autor jest równie nieprzewidywalny jak guinomy – nie sposób się domyślić, co się stanie w kolejnym ułamku sekundy! Więc nie odrywając się ani na chwilę od lektury, śledzimy poczynania Sukonina i Stocharda. Obie te postacie wzbudzają naszą sympatię, trzymamy kciuki za rodzącą się między nimi przyjaźń. Oby przetrwała najcięższe chwile…
Muszę tu zaznaczyć, że „Moherfucker” jest drugim tomem cyklu rozpoczętego powieścią „Hell-P”. Lecz nie ma powodów do zmartwienia. Choć na początku można mieć odczucie, że troszkę gubimy się w akcji, nie rozumiemy pewnych pojęć (np. co to jest guimon), szybko odnajdziemy się w sytuacji. Fabuła jest prosta, ale genialna. Zakończenie – pozostawiające ogromny niedosyt i niecierpliwość – kiedy kolejny tom?!
Nie mogę się powstrzymać od pewnej dygresji: cudze chwalicie, swego nie znacie. Dlaczego to piszę? Na pewnym forum znalazłam wypowiedź czytelnika: „I pomyśleć, że Polak na to wpadł…” A co? W czym rodzimi pisarze są gorsi od zachodnich kolegów?! Eugeniusz Dębski udowadnia, że w niczym im nie ustępuje. Ba, dzięki Niemu polskie fantasy to najwyższa półka światowej ligi.
Korekta: Bożena Pierga
Książkę można kupić m. in. TUTAJ.



W dobie rozbuchanej technologii, postępu i wszechobecnej cywilizacji zanikają dawne, dobre obyczaje. Nikt nie szanuje starszych ludzi – nie ustępuje miejsca w autobusie, nie pomaga nosić zakupów. Nikt nie bierze pod rękę starszej pani, żeby pomóc jej przejść przez ruchliwą ulicę. Dla niektórych przedstawicieli rozwydrzonej młodzieży starsi ludzie są źródłem rozrywki – przedmiotem wyzwisk i złośliwych komentarzy. Dla złodziei – łatwym łupem. Ale uwaga, złodziejaszki! Uwaga, młodzieży! Od dziś miejcie się na baczności, rozważnie wybierajcie swoje ofiary! Wystarczy krótka chwila, by miast niepozornej staruszki, zniedołężniałego starca, stanął nagle przed wami guimon. A wtedy... marny wasz los…













